Sex shop przy kościele

Ewelina Chwała
Przy kościele w Czeladzi otwarto sklep z gadżetami erotycznymi. Ludziesą zdumieni, bo wcześniej miasto zrezygnowało z postawienia w tym miejscu pomnika czarownicy - nie pasowała do sąsiadującej ze skwerem świątyni.

Tuż przy zabytkowym, neoromańskim kościele pw. św. Stanisława, będącym dumą mieszkańców Czeladzi, powstał sklep z gadżetami erotycznymi. Ludzie są zdziwieni i zaskoczeni, bo przecież całkiem niedawno na skwerze obok, miasto planowało postawić pomnik czeladzkiej czarownicy, ale zmieniło plany m.in. ze względu na sąsiedztwo świątyni. Teraz skwer z fontanną zdobią trzy figury aniołów. A ok. 50 metrów od kościoła działa sklep z gadżetami erotycznymi...
- Wiem, jakie rzeczy się w takim sklepie sprzedaje. Uważam, że znajduje się on zdecydowanie za blisko naszego kościoła. W głowie mi się to nie mieści - mówi Sabina Sobania, parafianka.
Są też tacy, którym sąsiedztwo nie przeszkadza.
- Nie widzę w kupowaniu lub sprzedawaniu gadżetów z sex shopu niczego złego. A że blisko kościoła? Trudno. Żyjemy w XXI wieku, niech ludzie robią, co chcą. Może ten sklep na Rynku ożywi trochę Stare Miasto? Bo ostatnio niewiele tu ruchu. Poza tym- ludzie tacy są, że najpierw gadają, że im sex shop przeszkadza, a później sami do niego polecą! - uważa Daniel Nowak, mieszkaniec Czeladzi.
Erotic shop mieści się przy chodniku, prowadzącym bezpośrednio do bocznego wejścia do kościoła parafii pw. św. Stanisława w Czeladzi. Trotuarem podążać muszą wierni- przychodzący na mszę, lub wychodzący z kościoła. Mają prawo czuć się zdegustowani, na wystawie znajduje się dmuchana lala w lateksowym stroju. Właściciel sklepu, Tomasz Machnik, nie widzi w tym nic złego:
- Lala jest ubrana, więc wystawka wygląda estetycznie. Witryna jest zabezpieczona, żeby dzieci widziały, że to miejsce tylko dla dorosłych. Na drzwiach są przecież napisy - mówi. Parafianie są jednak zdegustowani. - Dla mnie tego typu sklep to symbol deprawacji i zepsucia, upadku moralnego,. Na pewno nie powinno go być na Starym Mieście - denerwuje się Maria Żebrowska, mieszkanka Czeladzi.
Wojciech Maćkowski, kierownik Wydziału Promocji Urzędu Miejskiego w Czeladzi twierdzi, że urzędnicy nic do tego nie mają, bo to prywatny budynek, a jego osobiste zdanie nie powinno nas interesować. - Na sex shopy nie ma ustawy - mówił.
Właściciel sklepu twierdzi, że nie potrzebował niczyjej aprobaty, by móc założyć sklep o profilu erotycznym na Rynku:
- Żadnej zgody nie musiałem mieć, bo to jest lokal prywatny. W kilku miastach na Śląsku, i to w dużo większych od Czeladzi mam takie lokale i sklepy. Nikt, ani urząd, ani kościół, nie musiał wyrażać swojej akceptacji - wyjaśnia - dodaje.
Co na to proboszcz pobliskiej parafii? Okazuje się, że przez trzy tygodnie nikt nie poinformował księży parafii św. Stanisława o tak bliskim sąsiedztwie erotic shopu. Co więcej, sami na niego nie zwrócili uwagi. Proboszcz ks. kan. Jarosław Wolski twierdzi, że nie zauważył sklepu i nie miał pojęcia o jego istnieniu. W sprawie woli nie zabierać głosu, ani nie prezentować oficjalnego stanowiska. Jak mówi - z troski o ludzi, którzy po nagłośnieniu sprawy, mogliby z ciekawości tam zajrzeć.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie