MCKS Czeladź rundy wiosennej nie może zaliczyć do udanej

Paweł Leśniak
Gdy w MCKS-ie grał Bogdan Pikuta, zespół nie narzekał na skuteczność
Gdy w MCKS-ie grał Bogdan Pikuta, zespół nie narzekał na skuteczność fot. Paweł Leśniak
W siedmiu meczach podopieczni Krzysztofa Kowalskiego ponieśli cztery porażki

Zaledwie trzy mecze udało się wygrać, a jeden z nich to efekt walkoweru. Piłkarze z Czeladzi tej rundy nie mogą zaliczyć do udanych i teraz znajdują się na 5. pozycji w lidze okręgowej

Ubiegły tydzień to wielki pech czeladzian. Najpierw przegrali 0:1 z sąsiadującą w tabeli Podlesianką Katowice, a później dołożyli porażkę z broniącym się przed spadkiem AKS-em Niwka Sosnowiec. - Mam nadzieję, że limit pecha w tym sezonie wyczerpaliśmy. Mieliśmy naprawdę wiele niewykorzystanych sytuacji w obu spotkaniach - mówi trener Krzysztof Kowalski.

Mecz z Podlesianką był kolejnym, w którym MCKS stracił bramkę w samej końcówce.

- Identycznie było ze Szczakowianką. Rzut wolny w doliczonym czasie gry, dośrodkowanie w pole karne, zawodnik dokłada nogę i piłka ląduje w siatce. Przegraliśmy bardzo frajersko - mówi szkoleniowiec.

W pojedynku z AKS-em Niwka zadecydowały błędy. W niecałe 10 minut gospodarze prowadzili już 2:0. - To niestety efekt indywidualnych błędów, a w szczególności naszego młodego stopera. Takie rzeczy się zdarzają - dodaje trener.

W meczu z Niwką MCKS miał przewagę i akcje bramkowe. Najlepszą z nich zmarnował Przemysław Saputa. Piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce bramki strzeżonej przez Mariusza Kusego. W 42. minucie do siatki trafił Łukasz Popadeńczuk. - Mieliśmy bardzo dużo okazji, które można nazwać więcej niż stuprocentowymi. Gdy się ich nie wykorzystuje, to trudno mówić o zwycięstwie - mówił zasmucony Kowalski.

Sam mecz miał fantastyczną, jak na piątoligowe warunki, oprawę. Na trybunach zasiadła kilkudziesięciu kibiców, a wśród VIP-ów pojawił się prezydent Sosnowca oraz jego zastępca. Męskiej części publiczności na pewno podobały się występy cheerleaderek. Problemy z ofensywą pojawiły się, gdy z drużyny odszedł Bogdan Pikuta. Piłkarz był ostoją ofensywy czeladzkiego klubu. Ale to nie jedyne kłopoty, z którymi teraz drużynie przyszło się zmierzyć. Do Sosnowca wyjechało zaledwie... dwunastu piłkarzy gotowych do gry. - To bardzo trudny okres. Wielu zawodników ma swoje sprawy prywatne takie jak matury itp. Niektórzy grają po urazach, bo jest taka konieczność - mówi trener.

Oprócz kontuzjowanego Piotra Śmiechowskiego, tym razem groźnego urazu doznał Kamil Pietluch. Napastnik ma problem z piątą kością śródstopia. Najprawdopodobniej odnowiła mu się stara kontuzja. Z różnych przyczyn grać nie mogli również: Łukasz Skrzypnik oraz Michał Lichacz. Łącznie trener nie mógł skorzystać aż z siedmiu zawodników.

Mecze, które miały odbyć się w minioną środę, został odwołane. Problem ten nie dotknął MCKS-u, który zaległy pojedynek rozegrał tydzień wcześniej. Teraz jednak pojawia się problem spotkań weekendowych. Jeśli pogoda się nie zmieni, najprawdopodobniej kolejne mecze zostaną odwołane. Na stadionie im. Józefa Pawełczyka warunki w tygodniu były bardzo złe, choć i tak lepsze niż w innych miastach. Dookoła boiska wytworzyło się jednak małe jezioro.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie