Czeladź: Matki, które straciły swój największy skarb - synów

Katarzyna Kapusta
W tym zsypie za nieczynnym kinem Uciecha w Czeladzi znaleziono zwłoki 14-letniego Damiana
W tym zsypie za nieczynnym kinem Uciecha w Czeladzi znaleziono zwłoki 14-letniego Damiana fot. Marzena Bugała
Damian Kowalewski zginął w połowie września 2011 roku, od ciosów zadanych w głowę deskorolką. O zabójstwo jest podejrzewany jego kolega, wówczas 17-letni Dawid K. Zarzuty usłyszał także 22-latek, który nie udzielił pomocy Damianowi. O ludzkim dramacie dwóch rodzin - pisze Katarzyna Kapusta

Ta historia wstrząsnęła całym miastem. Czeladź pogrążyła się w smutku i żałobie. 17 września ubiegłego roku mieszkańcy dowiedzieli się o wstrząsających wydarzeniach, jakie rozegrały się w samym centrum miasta. 15 września 2011 r. w rejonie ul. Staszica i 1 Maja, na tyłach nieczynnego kina "Uciecha", policjanci znaleźli zwłoki 14-letniego Damiana Kowalewskiego. Jak dziś wygląda codzienne życie matki zabitego chłopca i matki podejrzanego o zabójstwo Dawida? Jak radzą sobie z tak wielkimi obciążeniami? Na co mają nadzieję?

Trzech zatrzymanych, jeden się przyznał.

Zaginięcie zgłosił ojciec Sławek, tuż po tym jak jego syn nie wrócił o umówionej godzinie do domu. Policjanci zatrzymali trzech chłopaków w wieku 15, 17 i 22 lat, którzy mogli mieć coś wspólnego z tą sprawą. W trakcie przesłuchania 17 -letni Dawid K. przyznał się do zabójstwa kolegi. O całej sprawie wiedział także 22-letni Paweł C. Ich 15-letni kolega po przesłuchaniu opuścił komisariat. Wobec obu chłopaków został zastosowany areszt tymczasowy.

Teraz, dopiero po siedmiu miesiącach od tych tragicznych wydarzeń, prokurator i obrońca Dawida K. kończą zaznajamiać się z aktami.

- Sprawa lada moment zostanie skierowana do sądu. Prawdopodobnie z początkiem maja rozpocznie się proces - informuje nas Monika Jankowska, zastępca prokuratora rejonowego w Będzinie.

Wybaczyłam, ale Damian już nie wróci...
- W sobotę minęło dokładnie siedem miesięcy, od kiedy nie ma Damiana z nami. W tym roku mieliśmy najgorsze święta... Staram się żyć normalnie, ale są takie chwile, że siadam i po prostu płaczę - mówi Beata Kowalewska.

- Nasze życie zmieniło się całkowicie. Bardzo brakuje nam Damiana, ale niestety czasu się nie zawróci. Musiał tak strasznie cierpieć. Jak zobaczyłam jego ciało, twarz miał strasznie zmasakrowaną, urwane ucho i wielką dziurę z tyłu głowy a twarz opuchniętą - mówi z żalem.

W tym czasie jej mąż Sławek, siedząc z nami przy stole, ogląda nowe narzędzie. Rodzice Damiana mówią, że nie interesuje ich proces, chcą jedynie, by sprawiedliwości stało się zadość.

- To rozgrzebywanie ran, jednak chcę spojrzeć w oczy temu chłopakowi i zapytać go czemu odebrał nam Damianka. Wybaczyłam, ale nadal mam żal, że mój syn stracił życie w tak bezsensowny sposób. Za dwa głupie stare telefony.

- Żyjemy tak jak do tej pory, tyle, że Damiana nie ma już z nami - mówi Sławomir Kowalewski.

W mieszkaniu czuć zapach upieczonego ciasta. A drugi syn Kowalewskich wychodzi ze znajomymi na miasto.

- Nie da się słowami, ani czynami wynagrodzić śmierci dziecka, jeszcze takiego dobrego dziecka jakim był Damian - dodaje ojciec chłopca.
Wierzę, że mój syn tego jednak nie zrobił...

- O całej sytuacji dowiedziałam się jak Dawida nie było już jeden dzień w domu, bo był na komisariacie, o czym nikt nas nie poinformował a miał wtedy 17 lat - wspomina Karina, matka Dawida podejrzanego o zabójstwo Damiana.

W domu rodzinnym Dawida na ścianach wiszą zdjęcia pięciorga dzieci. Słychać jak bawią się z dwoma labradorami na piętrze.

- Dawid jest chory, leczy się od 11 lat neurologiczne i psychiatrycznie. Policja o tym wiedziała. Ma orzeczenie o niepełnosprawności. Powiedzieli mi, że jest zatrzymany za uszkodzenie drzwi w Lidlu, że spiszą zeznania i wróci do domu.

Ale się nie pojawił.

Okazało się, że doszły nowe dowody. Na komisariacie dowiedziałam się, że jest podejrzany o zabójstwo kolegi - w momencie zbaraniałam - wspomina kobieta.

Odpala papierosa, a do jej oczu napływają łzy.

- Pierwszy raz zobaczyłam Dawida 27 września. Wyszłam z aresztu z płaczem. Nie poznałam własnego dziecka. Był rozhisteryzowany, zapłakany, opuchnięty. Został pobity w trakcie przesłuchania - w tej sprawie toczy się postępowanie w prokuraturze w Mysłowicach przeciwko policjantom. Nie wierzę, że mój syn to zrobił. Jeżeli się okaże, że jest winny powinien zostać ukarany, ale jeżeli potwierdzi się to, że tego nie zrobił, chciałabym, żeby jak najszybciej wrócił do domu.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie